|oczami Melannie|
- Uff, Mel, ale ci się przytyło - skomentował Justin, gdy wszyscy siedzieliśmy w salonie.
- Ej, nie mów tak - nakazał mu Harry. - Wygląda ślicznie.
- Hahaha ale przyda jej się bieganie.
- Nie zgrubłam - wtrąciłam. - Jestem w ciąży, pajacu!
- Hahaha, jasne, ciekawe z kim!
- A na przykład z nim - wskazałam na Hazzę.
- Z Harrym? Proszę cię, przecież on jest ostrożny.
- Justin - wtrącił Harry. - Widzisz...tak naprawdę to...Melannie mówi prawdę - ona jest w ciąży ze mną.
Spojrzałam na Zayna, na którego kolanach siedziała Perrie i przyglądała nam się. Malik miał smutną minę. Bolało go to wszystko, to było widać. A ja tak bardzo chciałam go jakoś pocieszyć, poprawić mu humor. Tylko jak? Poza tym on ma tą swoją blondynkę. Nie potrzebuje mnie.
- Dobra, ja idę się położyć - oznajmiłam. - Jakoś mi słabo.
Ruszyłam po schodach na górę, ale zanim się po nich wdrapałam, zakręciło mi się w głowie i upadłam na podłogę. Ostatnie, co pamiętam, to krzyk Harryego "Dzwońcie po pogotowie!", a później już tylko ciemność i nieprzenikniona cisza.
Obudziłam się dopiero w szpitalu. Białe wnętrze było straszne. Białe ściany, biała pościel, nawet szafki białe. Spróbowałam usiąść, ale nie umiałam - byłam zbyt słaba.
- Nie wstawaj, Kochanie - poprosił mnie Harry, siedzący na krześle obok łóżka.
- Co ja tu robię? - zapytałam. - Skąd się tu wzięłam? Co z naszym dzieckiem?
- Zemdlałaś, kiedy wchodziłaś po schodach. Zayn od razu zadzwonił po karetkę.
- A co z małym?
- ...
- Harry, co z małym?!
- ...
- Chcę wiedzieć, co z moim dzieckiem.
- Nie najlepiej, tyle mogę ci powiedzieć.
- Jak to nie najlepiej?! Harry!
- Urodził się za wcześnie...może umrzeć...

- Jak to umrzeć?! Nie, on nie może umrzeć! - łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Zakryłam twarz dłońmi i płakałam, płakałam, płakałam. A z każdą wylaną łzą, byłam coraz bardziej wściekła na siebie, że od samego początku się nie oszczędzałam. Zamiast leżeć w łóżku, odpoczywać, chodziłam na zakupy, taszczyłam sama te wszystkie siatki, nie prosiłam nikogo o pomoc. Teraz mam. Moje dziecko może umrzeć. MOJE. No bo jak inaczej nazwać dziecko, o którym nic nie wiem? Nie wiem, kto jest jego ojcem? Nie wiem kompletnie nic.
Harry objął mnie ramieniem i zaczął pocieszać, mówiąc, że wszystko się ułoży, że mały Matthew przeżyje. Próbował też mnie jakoś rozweselić, opowiadając przeróżne kawały. Jednak nie wywołało to nawet najmniejszego uśmiechu na mojej twarzy. W tym momencie NIC nie mogło mnie rozweselić. Żaden najśmieszniejszy dowcip. Jedynie cud mógłby sprawić, że bym się uśmiechnęła. Jedynie widok mojego małego synka śpiącego w łóżeczku u nas w domu. Całego i zdrowego.
*Dwa miesiące później*
Cały czas przyjeżdżamy z Harrym do Matthew. Styles twierdzi, że mały wcale nie jest podobny do niego, a ja odpowiadam, że nie musi wyglądać tak, jak on, żeby być jego dzieckiem. Jednak ten się upiera, że to na pewno nie jest jego dziecko.
- Harry - mówiłam. - Jeśli to nie byłoby twoje dziecko, powiedziałabym ci o tym. Nie ufasz mi?
- Ufam - odpowiadał.
Bardzo się martwiliśmy o naszego synka. Co chwilę napadały go jakieś choroby. Codziennie siedzieliśmy przy nim, modliliśmy się o jego zdrowie. To była moja wina, nie oszczędzałam się, zresztą, inaczej być nie mogło. Chłopcy byli akurat w trasie, nie chciałam im jej przerywać, bo jestem w ciąży.
Akurat wróciliśmy do domu. Znów byliśmy u Matthew, w szpitalu. Agata, Justyna i reszta ich bandy wyszła gdzieś, więc myślałam, że będę miała trochę czasu dla siebie, na przemyślenia. Jednak myliłam się. W moim pokoju ktoś był...i to nie byle kto.
Stałam naprzeciw chłopaka i patrzyłam na niego. Bałam się tej wizyty, nie wiedziałam, co chce zrobić, co chce powiedzieć. Miałam tylko nadzieję, że nic złego.
- Cześć - powiedział w końcu.
- Cześć - odpowiedziałam niepewnie.
- Melannie, ja cię przepraszam - objął mnie. - Nie wiem, co we mnie wstąpiło, dlaczego zachowałem się tak wobec ciebie. Ja...chyba byłem zazdrosny. Chcę, żebyśmy nadal byli dobrymi przyjaciółmi, żeby było tak, jak dawniej. Co ty na to?
Kiwnęłam lekko głową na znak, że się zgadzam, a on objął mnie jeszcze mocniej i delikatnie pocałował. I to ma być przyjaźń? Przecież przyjaciele się tak nie całują, no nie? Mam rację? Czy może ja się mylę? Może tylko mi się tak zdaje? Może właśnie tak robią przyjaciele?
-------------------------------
No hej ^^
A więc dodaję :)) I jak się podoba? Liczę na trochę więcej komentarzy tym razem. Przewiduję, że to opowiadanie nie będzie miało więcej niż 20-30 rozdziałów. Nie mam zbytnio pomysłów, ale to nic. Będziecie mieli jeszcze dużo okazji, żeby spotkać się z moimi opowiadaniami, np.:
Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan