Translate

1/23/2014

UWAGA!!

Cześć!

Wiem, że dawno nic nie dodawałam, ale to nie ma sensu. Nikt nie czyta tego bloga, nikt nie komentuje, dlatego postanowiłam go usunąć. Uważam za kompletnie bezsensowne pisanie czegoś, co i tak wszyscy mają głęboko w czterech literach. Dlatego też dziś wieczorem ten blog zniknie z Internetu.

Przykro mi,
Żegnam Was

horanowa xo

8/05/2013

17

|oczami Melannie|

+18

Miałam dziś nocowac u Justyny i Agaty, które razem z resztą przeniosły się do innego domu i mnie zapraszały, ale nagle poczułam się bardzo źle i wróciłam do domu. Miało w nim nikogo nie byc - Zayn miał nocowac u Perrie, Niall u jakiegoś kolegi, Louis u Eleanor, Liam u Danielle, a Harry? Harry dziecmi u jakiegoś swojego kolegi.
Po cichu przekręciłam klucz w drzwiach i weszłam do środka. Nawet nie zapalając światła położyłam torebkę na kanapie w salonie i ruszyłam po schodach do góry, do sypialni mojej i Harryego. Otworzyłam drzwi, ale zaraz chciałam je zamknąc. Jednak nie zdążyłam, bo zauważył mnie Harry.
- Melannie, skarbie, ja ci to wszystko wytłumaczę - zaczął.
- Harry, co ty mi chcesz tłumaczyc?! - prawie krzyknęłam. - Tu nie ma co tłumaczyc. Jesteś gejem!
- Nie jestem!
- Owszem, jesteś! Gdybyś nim nie był, nie widziałabym cię teraz w łóżku z chłopakiem!
**********
- Będzie musiała zostac do dnia, w którym miała się urodzic - oznajmiła pielęgniarka.
- Czyli jeszcze prawie pięc miesięcy - skomentowałam.
- Tak. Czy pani chce zostac z córką, czy będzie pani ją odwiedzac od czasu do czasu?
- Będę przyjeżdżac. Muszę pracowac.


*Trzy miesiące później*

Staliśmy pośrodku pokoju, całując się. Nie były to zwykłe pocałunki - były strasznie gwałtowne i namiętne. Do momentu w zupełności wystarczała nam sytuacja, która miała miejsce, lecz w pewnej chwili naszła mnie ochota na o wiele więcej. Zarzuciłam mężczyźnie ręce na szyję i szybko wskoczyłam na niego, oplatając go nogami. W tym samym momencie poczułam ogromny ból wymieszany z przyjemnością.
- Sama się nabiłaś - zaśmiał się mężczyzna.
- Ja wiem - uśmiechnęłam się.
Zaczęłam poruszac się w górę i w dół, a on powoli zdjął ostatnią częśc mojej garderoby - biustonosz. Rzucił go na podłogę, a mnie na łóżko. Powoli wszedł we mnie i zaczął się poruszac - na początku powoli, ale później przyspieszał coraz bardziej...

*Dwa dni później*

- Melannie - zaczął rozmowę Styles, gdy byliśmy sami w kuchni.
- Co chcesz? - zapytałam obojętnie.
- Dotarł do mnie filmik, na którym...na którym jesteś w łóżku z jakimś facetem. Był on jakieś dziesięc, może piętnaście lat starszy od ciebie.
- I co z tego?
- I to z tego, że chcę wiedziec, czemu z nim spałaś.
- A co cię to obchodzi?
- Melannie, powiedz mi, proszę. Czemu to zrobiłaś?
- Bo potrzebowałam pieniędzy, jasne?
- Mogłaś poprosic mnie o nie.
- Od ciebie nic nie chcę, pedale.
- Oj, no, przestań. Już ci mówiłem, że nie jestem gejem. Uwierz mi, proszę. Daj mi ostatnią szansę.
- Nie. To właśnie ty doprowadziłeś mnie do tego stanu, że zaczęłam sypiac z mężczyznami, których nawet nie znam! Tak, ty!
- Ale, Melannie, ja nie chciałem, naprawdę. To był tylko głupi zakład, byliśmy oboje pijani. Proszę, daj mi ostatnią szansę.
- Ostatnią. Ale nie myśl sobie, że po tym wszystkim się z tobą prześpię.

7/26/2013

16

|oczami Melannie|

- Co się stało? - zapytałam, otwierając oczy. - Jak ja się tu znalazłam?
- Potrącił cię samochód - usłyszałam odpowiedź.
- A co ja robiłam, że mnie potrącił? - spojrzałam na mężczyznę.
- Ty naprawdę nie pamiętasz?
- Nie.
- Wybiegłaś z domu, wcześniej trochę się pokłóciliśmy.
- To ty jesteś moim bratem?
- Nie, jestem twoim chłopakiem.
- Moim chłopakiem?
- Tak. Melannie, skarbie, nie pamiętasz mnie?
- Nie, nie pamiętam.
- Jestem Harry. Harry Styles.
- Harry? Z One Direction?!
- Tak!
- Jezuu, wreszcie cię spotkałam! Dasz mi autograf?!
- Melannie, ja jestem twoim chłopakiem!
- No dobra, powiedzmy, że ci wierzę. Ale musisz to jakoś udowodnic.
- Mamy dziecko. Ślicznego synka - pokazał mi zdjęcie. - A tutaj - wskazał na mój brzuch. - Nasza córeczka przygotowuje się do przyjścia na świat.
- To nie poroniłam przy wypadku?
- Nie. Na szczęście.


*Miesiąc później*

Dwa tygodnie temu wypisali mnie ze szpitala. Jestem szczęśliwa, że w końcu nie muszę leżec w tej sali i się nudzic, a mogę iśc do domu. Jednak lekarze powiedzieli mi, że mam się oszczędzac, nie brac Matthew na ręce ani nie podnosic nic ciężkiego.
Już powoli zaczyna wracac mi pamięc. Harry jest moim chłopakiem, mamy syna Matthew...ale nie mam pojęcia, czy jest on synem Harryego, czy Zayna, z którym również zdarzyło mi się przespac.
Chciałam pojechac do sklepu kupic jakieś ubranka do Matthew. Wsiadłam do samochodu i spróbowałam odpalic. Nic. Spróbowałam jeszcze raz. I znowu. Żadnej reakcji. Zapala się i zgasa. a nikogo oprócz Zayna i opiekunki w domu nie ma. A chyba jego nie poproszę o pomoc...
- Co się stało? - zjawił się obok mnie.
- Samochód nie chce odpalic - odparłam. - Ale poradzę sobie.
- Nie, ty nie będziesz tego robic. Pomogę ci.
- Nie musisz, dam radę.
Malik, udając, że mnie nie słyszy, zabrał się do naprawiania samochodu. Kiedy skończył, powoli się podniósł i uśmiechnął się do mnie, po czym objął mnie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
- Widzimy się za godzinę - powiedziałam, odsuwając się od niego.
- Jak to? - zdziwił się. - Przecież jadę z tobą...

6/28/2013

15

|oczami Melannie|

Leżałam na tej kanapie, płacząc. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam na chłopaków, którzy posłali Zayna, żeby otworzył. Po chwili Malik wrócił do pomieszczenia, a za nim weszła...Taylor Swift?! Co ona stąd chciała? No dobra, Harry z nią kiedyś był, ale po co miałaby tu jeszcze przyłazić? To zakończyło się przed tym, jak zaczęłam spotykać się ze Stylesem.
- Gdzie Harry? - zapytała.
- Tam, gdzie nie powinno ciebie być - burknęłam.
- Dobra, nieważne. Właściwie to przyszłam tu do ciebie.
- Do mnie? - wstałam. - Niby po co? Przecież my się nawet nie znamy.
- Oj znamy się, i to aż za dobrze.
- O czym ty do mnie mówisz?
- Ty dobrze wiesz. To przez ciebie Harry ze mną zerwał.
- Przeze mnie? Dziewczyno, zastanów się nad tym, co mówisz.
- Nie! To wszystko twoja wina!
Swift w pewnym momencie sięgnęła do kieszeni, z której wyjęła scyzoryk i wbiła mi go prosto w brzuch. Zamknęłam oczy, chwyciłam się za brzuch i krzyknęłam z bólu, gdy nożyk znalazł się na ziemi.
Kiedy otworzyłam oczy, siedziałam w mojej sypialni cała zdyszana i spocona. Nie wiedziałam, czy to był tylko sen, czy działo się to naprawdę, ale bałam się. Okropnie się bałam. I czy Harry z Louisem naprawdę...? No wiecie...czy mój chłopak byłby zdolny do czegoś takiego? Nie wygląda na to...
Do pokoju wbiegli wystraszeni chłopcy. Styles usiadł na łóżku i mocno mnie objął. Łzy lały się z moich oczu strumieniami, a on po prostu mnie pocieszał.
- Co się stało? - zapytał.
- Harry, ty nie jesteś gejem, prawda? - wyszeptałam. - Proszę, powiedz, że nim nie jesteś.
- Nie - odpowiedział. - Nie jestem nim.
Wtuliłam się w jego ramię i płakałam. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, zrobić. Czy powiedzieć mu prawdę? Że Matthew jest synem kogoś innego? Że znam ojca, ale nie mogę mu wyjawić, kto to? Byłby wściekły. A poza tym kocham także jego. No i co ja mam zrobić w takiej sytuacji?

*Dwa tygodnie później*

- No, nareszcie sami - uśmiechnął się chłopak, siadając na krześle kuchennym.
- Co, szczęśliwy? - zapytałam i stanęłam obok niego.
- Oczywiście.
- Hmm...a co zamierzasz zrobić z tym czasem?
- Jeszcze zobaczysz - przygryzł wargę, po czym uśmiechnął się łobuzersko.
- Czas ucieka. Tik Tak Tik Tak Tik Tak-
- Dobra, już, spokojnie. Pierwszy raz od czterech miesięcy tak ci się spieszy.
Chłopak wstał i lekko mnie do siebie przysunął. Nasze ciała dzielił dosłownie jeden centymetr. Ułamek sekundy, a już siedziałam na blacie, całując się z nim. Jeździł wargami po mojej szyi, a rękami po plecach.

*Dwa dni później*

Harry powoli opadł na łóżko i przyglądał mi się. W pokoju panowała idealna cisza. Jedynie nasze nierówne oddechy ją przerywały. Uśmiechnęliśmy się do siebie, po czym oboje zamknęliśmy oczy. Byliśmy wykończeni. Nawet nie wiem, kiedy - zasnęłam.








Hej :))
Przepraszam, że użyłam zdjęcia z mangi, ale nie wiedziałam, jakie wkleić, żeby pasowało do danej sytuacji i wybrałam to. Jednak mam nadzieję, że się nie pogniewacie za to ^^

Mrs.Horan

6/27/2013

14

|oczami Melannie|

Weszłam do pustego domu. Nikogo w nim miało nie być, bo przed chwilą odwiozłam Liama, Zayna i Nialla do klubu, a Harry i Louis mieli iść do jakichś znajomych na urodziny. Matthew spał słodko w nosidełku, które właśnie położyłam na ziemię.
Postanowiłam iść się przebrać, więc weszłam po schodach na górę. Bez pukania otworzyłam drzwi do sypialni mojej i Harryego, a to, co tam ujrzałam - zszokowało mnie.
Po cichu zamknęłam drzwi, zbiegłam na dół i wzięłam nosidełko z Matthew. Przypięłam go do siedzenia w samochodzie, usiadłam na siedzeniu kierowcy i zaczęłam płakać. Z jednej strony byłam wściekła i smutna, ale z drugiej cieszyłam się, że będę mogła być z osobą, którą naprawdę kocham...ale kogo kocham?

*Następnego dnia*

- A ty wcale nie jesteś taki dobry w łóżku, jak mówiłeś! - nie wytrzymałam i krzyknęłam.
- Louis nie narzeka!
- Co ty powiedziałeś?!
- Jaka ładna rzeka!
- Myślisz, że nie słyszałam?!
- A ty myślisz, że ja nie wiem, że zdradzasz mnie z Zaynem?!
- A ty mnie z Louisem!!
- Co?! Skąd ci to przyszło do głowy?!
- Widziałam na własne oczy!!
- Melannie, skarbie...
- Nie ma żadnego "skarbie"!! Modlę się, żeby to dziecko nie było twoje!
- Przecież wiem, że Matthew nie jest moim synem!
- Nie o Matthew mi chodzi!
- To o kogo?!
- Wiesz co? Brzydzę się tobą! Sypiałeś ze mną i Louisem naraz?! To okropne!
- A ty w tym samym czasie sypiałaś z Zaynem!! I co?! Wcale nie jesteś lepsza! Najlepiej by było, gdybym już więcej nie musiał na ciebie patrzeć!
- A więc chcesz tego? No dobrze! Wychodzę i nie wrócę więcej!

*Dwa miesiące później*

- Lan, jak się czujesz? - zapytała Justyna, siadając na kanapie obok mnie.
- Nie za dobrze - odpowiedziałam szczerze. - Już nie daję rady, nie mogę go nosić, a on cały czas chce na ręce. W ogóle brakuje pieniędzy na jedzenie. Nie sądziłam, że jak już będę miała dziecko, to będzie tak ciężko...
- Widzę po twoim stanie. A tak w ogóle to czemu rozstałaś się z Harrym?
- Nie chcę o tym mówić...
- Skoro nie to nie. Dobra, masz tu kasę, idź sobie kupić jakieś normalne ubrania a nie w dresach chodzisz.
- Justi, ja nie mogę tego przyjąć.
- No, nie możesz. Ty musisz.
- Bardzo ci dziękuję, ale nie przyjmę tego.
- Trzymaj i bez gadania.
- Dzięki.
Zostawiłam Matthew z przyjaciółką i wyszłam. Skierowałam się do centrum, ale zanim tam doszłam, ktoś mnie zatrzymał.
- Mel, ja ci wszystko wyjaśnię - zaczął chłopak. - Tylko daj mi ostatnią szansę, proszę.
- Harry, nie mamy, czego sobie wyjaśniać.
- Proszę cię, naprawdę. Nie chciałem, żeby to tak wyszło...

*Miesiąc później*

Ja i Harry znów jesteśmy parą. Wszystko sobie wyjaśniliśmy. Między nim a Louisem nic nie zaszło - tylko mi się to przyśniło - dlatego obudziłam się w łóżku.
- Przestańcie się już miziać - zaczął zrzędzić Niall, wchodząc do kuchni.
- Nikt ci nie karze się patrzeć - powiedział Harry.
- Spokojnie, chłopaki, bo zaraz się tu pobijecie. Jak Niall mówi dość, to dość - oznajmiłam i zeskoczyłam z blatu.
- No to chodźmy na górę - zaproponował Styles.
- Harry, nie mam ochoty. Jestem zmęczona, a poza tym jestem w ciąży.
- Oj no, nie daj się prosić - zrobił słodkie oczka.

*Następnego dnia*

Siedziałam na kanapie w salonie, czekając na Harryego. Już dość długo go nie było, a miał przyjść za pięć minut. Zdenerwowałam się i poszłam na górę. Weszłam do naszej sypialni. I znów. Znowu ten widok. To już przerosło wszystko. A uwierzyłam Harryemu, kiedy mówił, że tylko mi się to przyśniło. Z tego wszystkiego musiałam pewnie zemdleć, a oni zanieśli mnie do domu, do sypialni.
Tym razem nie dbałam o to, czy będą wiedzieli, że ich widziałam, czy nie. Trzasnęłam drzwiami z całej siły i zbiegłam po schodach na dół. Rzuciłam się na kanapę i zaczęłam beczeć. Od razu podbiegli do mnie Niall, Zayn, Liam i Justin, pytając, co się stało. Chciałam im wszystko powiedzieć, ale nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. A poza tym niby jak bym im to miała powiedzieć? "Wasz kolega i mój chłopak są pedałami"? A może "Właśnie widziałam Louisa i Harryego razem w łóżku"?

6/15/2013

13

*Dwa miesiące później*

|oczami Harryego|

Przyjechaliśmy z Matthew do domu. Cały czas patrzył na nas tymi swoimi dużymi czekoladowymi oczami. No właśnie. Czemu one są czekoladowe? Przecież noworodki mają raczej jasne, niebieskie. Dopiero później im się zmieniają.
Wszyscy rzucili się, żeby zobaczyć małego, a my tylko staliśmy uśmiechnięci. Patrzyliśmy się to na siebie, to na nasze dzieciątko. Wiedziałem, że mam wszystko, co jest mi potrzebne do życia. Ale czasami zastanawiałem się, czy aby na pewno chcę z nią spędzić resztę życia? Czy na pewno taki jest mój wybór? Nie powiedziałbym, niczego jeszcze nie jestem do końca pewien...

*Rok później*

Zostawiłem Matthew pod opieką niani i wyszedłem z domu. Za dwie godziny miał rozpocząć się koncert. Melannie już tam miała czekać. Ruszyłem przez centrum miasta, aby być szybciej. Po drodze zerknąłem do okna jednej z kawiarni, bo chciałem zobaczyć, czy mój fryz się przypadkiem nie popsuł. Ale to, co zobaczyłem, przeszło wszelkie granice.
Mel siedziała w tej kawiarni z jakimś chłopakiem. Dawał jej on...pierścionek?! O co w tym wszystkim chodzi? Czemu ten gościu daje mojej dziewczynie pierścionek? Kim on w ogóle jest? Czy...czy Melannie mnie zdradza? A może to tylko dziewczyna podobna do niej?
Pokręciłem głową i poszedłem dalej. Kiedy wszedłem za kulisy, od razu spojrzałem na chłopaków i zapytałem:
- Gdzie jest Zayn?
- Jeszcze go nie ma - odpowiedział mi Louis.
- A Melannie?
- Też jej nie ma - mruknął nieco zajęty Niall.
- Dziwne - skomentowałem.
Nagle do szatni wpadł zdyszany Zayn, przeprosił nas za spóźnienie, przebrał się, poprawił fryzurę i weszliśmy na scenę. Tam zobaczyłem Mel. Stała w pierwszym rzędzie. Ale coś było nie tak. Miała grobową minę, jakby była załamana. Ciekawe, czym?

*Dwa tygodnie później*

Melannie potwierdziła moje przypuszczenia co do tego, że to NIE była ona. Byłem wtedy bardzo szczęśliwy, ale teraz zaczynam się nad tym zastanawiać...i to naprawdę. Mam z nią dziecko, ale tak naprawdę...tak naprawdę to chciałbym powiedzieć jej prawdę. Chciałbym to powiedzieć wszystkim, co do jednego człowieka na świecie...

6/11/2013

12

|oczami Melannie|

- Uff, Mel, ale ci się przytyło - skomentował Justin, gdy wszyscy siedzieliśmy w salonie.
- Ej, nie mów tak - nakazał mu Harry. - Wygląda ślicznie.
- Hahaha ale przyda jej się bieganie.
- Nie zgrubłam - wtrąciłam. - Jestem w ciąży, pajacu!
- Hahaha, jasne, ciekawe z kim!
- A na przykład z nim - wskazałam na Hazzę.
- Z Harrym? Proszę cię, przecież on jest ostrożny.
- Justin - wtrącił Harry. - Widzisz...tak naprawdę to...Melannie mówi prawdę - ona jest w ciąży ze mną.
Spojrzałam na Zayna, na którego kolanach siedziała Perrie i przyglądała nam się. Malik miał smutną minę. Bolało go to wszystko, to było widać. A ja tak bardzo chciałam go jakoś pocieszyć, poprawić mu humor. Tylko jak? Poza tym on ma tą swoją blondynkę. Nie potrzebuje mnie.
- Dobra, ja idę się położyć - oznajmiłam. - Jakoś mi słabo.
Ruszyłam po schodach na górę, ale zanim się po nich wdrapałam, zakręciło mi się w głowie i upadłam na podłogę. Ostatnie, co pamiętam, to krzyk Harryego "Dzwońcie po pogotowie!", a później już tylko ciemność i nieprzenikniona cisza.
Obudziłam się dopiero w szpitalu. Białe wnętrze było straszne. Białe ściany, biała pościel, nawet szafki białe. Spróbowałam usiąść, ale nie umiałam - byłam zbyt słaba.
- Nie wstawaj, Kochanie - poprosił mnie Harry, siedzący na krześle obok łóżka.
- Co ja tu robię? - zapytałam. - Skąd się tu wzięłam? Co z naszym dzieckiem?
- Zemdlałaś, kiedy wchodziłaś po schodach. Zayn od razu zadzwonił po karetkę.
- A co z małym?
- ...
- Harry, co z małym?!
- ...
- Chcę wiedzieć, co z moim dzieckiem.
- Nie najlepiej, tyle mogę ci powiedzieć.
- Jak to nie najlepiej?! Harry!
- Urodził się za wcześnie...może umrzeć...
- Jak to umrzeć?! Nie, on nie może umrzeć! - łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Zakryłam twarz dłońmi i płakałam, płakałam, płakałam. A z każdą wylaną łzą, byłam coraz bardziej wściekła na siebie, że od samego początku się nie oszczędzałam. Zamiast leżeć w łóżku, odpoczywać, chodziłam na zakupy, taszczyłam sama te wszystkie siatki, nie prosiłam nikogo o pomoc. Teraz mam. Moje dziecko może umrzeć. MOJE. No bo jak inaczej nazwać dziecko, o którym nic nie wiem? Nie wiem, kto jest jego ojcem? Nie wiem kompletnie nic.
Harry objął mnie ramieniem i zaczął pocieszać, mówiąc, że wszystko się ułoży, że mały Matthew przeżyje. Próbował też mnie jakoś rozweselić, opowiadając przeróżne kawały. Jednak nie wywołało to nawet najmniejszego uśmiechu na mojej twarzy. W tym momencie NIC nie mogło mnie rozweselić. Żaden najśmieszniejszy dowcip. Jedynie cud mógłby sprawić, że bym się uśmiechnęła. Jedynie widok mojego małego synka śpiącego w łóżeczku u nas w domu. Całego i zdrowego.

*Dwa miesiące później*

Cały czas przyjeżdżamy z Harrym do Matthew. Styles twierdzi, że mały wcale nie jest podobny do niego, a ja odpowiadam, że nie musi wyglądać tak, jak on, żeby być jego dzieckiem. Jednak ten się upiera, że to na pewno nie jest jego dziecko.
- Harry - mówiłam. - Jeśli to nie byłoby twoje dziecko, powiedziałabym ci o tym. Nie ufasz mi?
- Ufam - odpowiadał.
Bardzo się martwiliśmy o naszego synka. Co chwilę napadały go jakieś choroby. Codziennie siedzieliśmy przy nim, modliliśmy się o jego zdrowie. To była moja wina, nie oszczędzałam się, zresztą, inaczej być nie mogło. Chłopcy byli akurat w trasie, nie chciałam im jej przerywać, bo jestem w ciąży.
Akurat wróciliśmy do domu. Znów byliśmy u Matthew, w szpitalu. Agata, Justyna i reszta ich bandy wyszła gdzieś, więc myślałam, że będę miała trochę czasu dla siebie, na przemyślenia. Jednak myliłam się. W moim pokoju ktoś był...i to nie byle kto.
Stałam naprzeciw chłopaka i patrzyłam na niego. Bałam się tej wizyty, nie wiedziałam, co chce zrobić, co chce powiedzieć. Miałam tylko nadzieję, że nic złego.
- Cześć - powiedział w końcu.
- Cześć - odpowiedziałam niepewnie.
- Melannie, ja cię przepraszam - objął mnie. - Nie wiem, co we mnie wstąpiło, dlaczego zachowałem się tak wobec ciebie. Ja...chyba byłem zazdrosny. Chcę, żebyśmy nadal byli dobrymi przyjaciółmi, żeby było tak, jak dawniej. Co ty na to?
Kiwnęłam lekko głową na znak, że się zgadzam, a on objął mnie jeszcze mocniej i delikatnie pocałował. I to ma być przyjaźń? Przecież przyjaciele się tak nie całują, no nie? Mam rację? Czy może ja się mylę? Może tylko mi się tak zdaje? Może właśnie tak robią przyjaciele?

-------------------------------
No hej ^^
A więc dodaję :)) I jak się podoba? Liczę na trochę więcej komentarzy tym razem. Przewiduję, że to opowiadanie nie będzie miało więcej niż 20-30 rozdziałów. Nie mam zbytnio pomysłów, ale to nic. Będziecie mieli jeszcze dużo okazji, żeby spotkać się z moimi opowiadaniami, np.:


Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan